Obudziłam
się w piękny niedzielny poranek po pięknym sobotnim dniu. Najlepszym sobotnim
dniu w moim życiu. Nick wysłał mi jeszcze podziękowania w postaci video mówiąc
i analizując wszystko od początku do końca:
-że nigdy
nie widział tylu kwiatów i balonów na raz
-że lody o
smaku „hipisowskim” (mieszanka truskawek, jagód, malin i porzeczek z kawałkami
tych owoców), były jakby stworzył je sam Bóg u góry
-że to
wzgórze, „Wzgórze Pokoju", bo tak hipisi XXI wieku je nazwali wzbudziło w
nim inspiracje do pisania o wojnie w Afganistanie*
-że czytanie
„Kazania na Górze”** nauczyło go czegoś ważnego, że wszystko, co jest na
tym świecie można rozwiązać Ewangelią nie wojnami
-że najbardziej podobały mu się zdjęcia z podróży w walce o wycofanie wojsk
z Afganistanu i słuchanie muzyki w domowym drewnianym domku (hipisi wybudowali
go żeby po podróżach mieć, do czego wracać i gdzie mieszkać)
Jego wypowiedź trwała jakąś godzinę. Musiał być naprawdę wdzięczny
Urodziny Nicka miały jedną wadę. Przez hipisów, a raczej te ich spodnie
podkreślające tyłek, nie wiem dlaczego ale od wczoraj nie mogę przestać gapić
się na męskie zadki, myśląc jak wyglądają bez ubrania. Coś chyba ze mną nie
tak. Czemu dzisiaj każdy facet jest dla mnie jak mięso, i myślę tylko o tym
żeby się z nim zabawić. Chyba muszę zacząć się leczyć
Postanowiłam wykorzystać tą niedzielę i spotkać się z Susan, zrobić jej
niespodziankę, poszłam nawet do sklepu i kupiłam dla niej full cap z logiem jej
ulubionej Dallas Mavericks.
Około 17 byłam pod jej domem.
Pukałam, krzyczałam, waliłam w te drzwi przez pół godziny. Nie odpuszczę,
muszę tam wejść, muszę ją zobaczyć. A jeśli miałam dobre przeczucie w tamten
poniedziałek, że nie wszytko jest na swoim miejscu.
Postanowiłam zadzwonić do Austina, i przyciągnąć go tutaj żeby mi otworzył
te cholerne drzwi.
Zjawił się szybko, za jakieś 10 minut swoim starym Jeepem Cherokee 2.5 TD
z… igłą i szydełkiem.
- Zamierzasz tym to otworzyć?
- Spokojnie robiłem to już wcześniej.- uśmiechnął się
- Ok. nie wnikam
Po 5 minutach byliśmy w środku, nikt nie odpowiadał na nasze pytania.
Rozdzieliliśmy się ja przeszukiwałam dół on górę.
- Roni, chodź tu, chodź do łazienki, Roni szybko. – nagle usłyszałam jego
przeraźliwy krzyk. Pobiegłam jak najszybciej.
Susan leżała z żyletką w ręce, nieprzytomna, jej nadgarstki były całe we
krwi. Nie wiedziałam, co mam robić. Tylko patrzyłam, patrzyłam jak umiera. Są
takie momenty, kiedy cię paraliżuje, nagle tracisz ręce, nogi, tułów, mowę,
znikasz i wszystko dzieje się bez ciebie.
***
Obudziłam się w swoim domu. Przy łóżku była Jasmine. Nie pamiętałam niczego
oprócz widoku mojej przyjaciółki całej we krwi.
- Jasmine, gdzie jest Susan? Żyje? Gdzie ona jest?
- Spokojnie, Austin zadzwonił po karetkę. Susan jest w szpitalu, wykryto u
niej LSD***, straciła 2 litry krwi. Trwa
pukanie żołądka i transfuzja krwi.
- Jedziemy tam, Jasmine bierz kluczyki!
- Nigdzie nie pojedziesz w takim stanie. Pojedziemy jutro.
- Nie jedziemy teraz!
- Nigdzie nie pojedziemy do cholery. Słyszysz nigdzie w tym stanie się nie
ruszysz!
Musiałam się strasznie rzucać, bo Jasmine dała mi coś na uspokojenie.
W poniedziałek rano Jess zawiozła mnie moim Fordem do szpitala.
Na holu zobaczyłam mamę Susan, Austina (mój wzrok od razu powędrował na
jego koszulę z lacoste, beżowe spodnie i białe adidasy, zaczęłam rozbierać go
wzrokiem, przypominał mi się jego świetlisty uśmiech, po raz pierwszy nie
patrzyłam na niego jak na przyjaciela, kogoś, komu mogę powiedzieć wszystko,
tylko jak na przystojnego mężczyznę, z którym mogłabym się przespać), mój wzrok
odwrócił lekarz stojący koło Austina. Bałam się, najgorszego, że się nie
udało, że odeszła. Ale Austin mnie uspokoił. No i wreszcie dowiedziałam się,
dlaczego to zrobiła.
- Rodzice Susan mieli kłopoty. Od 2 lat byli w separacji, mieszkali osobno.
Susan żyła z matką. Miesiąc temu dowiedziała się o rozwodzie i, że ojciec ma,
kobietę młodszą o 10 lat. Sukinsyn zdradzał jej mamę od 4 lat.
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem? – zapytałam pełna pretensji
- Twoja mama jest w szpitalu nie chcieliśmy cię jeszcze bardziej smucić.
Dlatego powiedziałem, że wszytko jest ok.
Ale już tydzień temu nie wyglądała dobrze. Prawdopodobnie, brała też
marihuanę i parę innych używek.
- Boże … - byłam w kompletnym szoku, nigdy przenigdy nie wyobrażałam sobie
Susan pod wpływem czegokolwiek.
Przez chwilę siedzieliśmy bez żadnej rozmowy, nikt nie chciał rozmawiać
każdy sam musiał porozmawiać z sobą, ułożyć to, co się stało w swojej głowie.
Nasze rozmyślenia przerwało wyjście z sali mamy Susan.
- Jak się czuje? – zapytała Jasmine
- Nie chciała ze mną rozmawiać – widać było smutek w oczach jej mamy,
Rachel, że nie chciała żeby to wszystko tak się potoczyło.
Ale stało się, popełniła błędy, popełnili właściwie, każdy je popełnia. Nie
da się kliknąć napisu „Wstecz”, nie da się tego odwrócić. Jednak wiem jedno dla
mnie wszytko, co się stanie, ma jakiś sens, nic nie dzieje się bez powodu.
Lekarz nie pozwolił nam zobaczyć Susan
- Jutro wykonamy badania, jeśli wszystko będzie dobrze wyjdzie w przyszłym
tygodniu. Przyjdźcie w czwartek. Wtedy pozwolę się wam z nią zobaczyć.
- Dziękujemy
We wtorek, żebym nie myślała tak o tym wszystkim, co się stało, Kevin
zabrał mnie na pizzę, a następnie do studia nagrań.
Nie miałam pojęcia, że Kev uwielbia owoce morza. Co do studia mogłam
zobaczyć jak Joe nagrywa swój solowy projekt, Kevin wspominał, że Joe chce
nagrać coś sam, ale wolno mu to idzie, bo dzieli czas między muzykę i
aktorstwo. Śpiewał dla mnie najzabawniejszą piosenkę na świecie: „The Headline Song”, no i jako
pierwsza słyszałam „See No More” –singiel promujący. A tak a propo Joe’go –
jest naprawdę przystojny, ma zabójcze oczy, bardzo podoba mi się jego styl
ubierania, muzyczny trochę mniej, bo nie gustuje w tym typie muzyki. Znowu
zaczynam myśleć o facetach przedmiotowo. Czemu zgodziłam się na hipisowski
temat przewodni, to wszystko wina tych ich spodni.
Pod
koniec dnia Kevin dał ciekawą propozycję, a mianowicie posłanie Susan do
kliniki psychiatrycznej. Mówił, że Demi (pomijając fakt, że nie wiem, kto to
jest, ale z moich domyśleń ktoś związany z muzycznym środowiskiem) się cięła i,
że takie leczenie jej bardzo pomogło. Nabrała siły i energii do życia.
Obiecałam mu, że porozmawiam o tym z panią Rachel.
W środę kontaktowałam się z mamą Susan, mówiła, że badania są w porządku.
I, żebyśmy jutro spróbowali z nią porozmawiać. Okazało się, że pani Rachel
pomyślała już o leczeniu. W niedziele Susan wychodzi ze szpitala, we wtorek
wyjeżdża do kliniki w Chicago, wróci dopiero w grudniu. Niestety nie będziemy
mogli jej odwiedzać, w takich ośrodkach możesz kontaktować się z rodziną, i
tylko za pomocą telefonu.
Od razu po szkole pojawiliśmy się w szpitalu.
Susan wyglądała już lepiej. Każdy z nas coś jej przyniósł. Ja zabrałam
kupionego pięknego full capa, Jess przyniosła zupę domowej roboty ( coś do
jedzenia zawsze się przydaje, w tutejszych szpitalach jedzenie wygląda mnie więcej
tak samo jak u nas), a Austin przyniósł koszulkę z napisem „Susan McKelly –
najlepsze ciacho w mieście. ” (Austin jest typem podobnym do Joe z charakteru
zawsze znajdzie czas i miejsce na żarty)
- Kiedy wychodzisz? – pora zacząć rozmowę
- W niedzielę.
- No to zrobię ci wlot na chatę z dziewczynami
- Ależ zapraszam Austin – śmiała się to dobry znak, popatrzyliśmy na siebie
i nagle Jasmine rzuciła
- Rozmawiałaś z mamą?
- Tak.
- Nie możesz jej winić za rozwód, a w szczególności siebie! To była sprawa
nie między tobą, ale twoją mamą i tatą.
- Jasmine, proszę nie mów mi o moim ojcu, ja nie mam ojca! Nawet nie
przyjechał się ze mną zobaczyć, nawet nie zadzwonił. Wiem, że jesteś
pacyfistką, że pewnie chciałabyś, żebym się z nim pogodziła. Ale ja mu nigdy
tego nie wybaczę. Tego, co zrobił mamie i mnie.
Rozmawialiśmy tylko chwilę, ponieważ Susan była jeszcze za słaba na poważną
rozmowę.
Na razie moja przyjaciółka, wraca do zdrowia, Kevin pomaga mi jak może, z
resztą tak samo jak Jess i Austin, i tak samo jak ja staram się pomóc im. Ta
sytuacja nauczyła mnie jednego, kłamstwo jest najgorszym możliwym rozwiązaniem.
Gdybym nie okłamała przyjaciół, Austin nie okłamałby mnie, i może udałoby się
tej sytuacji zapobiec. Ale czasu nie da się cofnąć, więc pozostaje żyć z
nadzieją, że nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Zobaczymy, co przyniesie
jutro.
*Wojna w Afganistanie trwa już 11 lat i nie widać jej
końca. W wojnie biorą udział, oddziały łącznie z 37 państw. Szacuje się, że
zginęło ponad 9000 tysięcy żołnierzy a ponad 30. tys zostało rannych. Są
to tylko straty żołnierzy.
**Mimo, że ruch hipisowski odrzucał ideologie
chrześcijaństwa to często hipisi, powoływali się do tego fragmentu w Ewangelii.
(Oczywiście nie wszyscy odrzucali poglądy religijne, niektórzy byli
chrześcijanami.)
***LSD to środek z
grupy halucynogenów, związek kwasu lizergowego, powszechnie znany jako
"kwas", powodujący omamy wzrokowe, słuchowe i dotykowe. Jest
jednym z najtańszych i najszerzej dostępnych narkotyków. Od ponad dwudziestu
lat jest to najpopularniejszy środek halucynogenny.
*******************************
Starałam
się, trochę rozwinąć temat imprezy, nie wiem jak mi to wyszło. To już wy
ocenicie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Czekamy na wasze opinie
zawarte w komentarzach.
Dziękujemy
także za to, że czytacie naszą opowieść o Roni.